Byłam na castingu Star impresariat w Krakowie
Opowiem jak to wyglądało:
Był tak zwany casting online na ich stronie internetowej. Trzeba było wypełnić formularz (no wiecie imię, nazwisko, adres, nr telefonu i trzeba było dać zdjęcie)
Minęło parę dni i nudząc się zajrzałam na mojego emaila. A tam była wiadomość z firmy castingowej. Miałam się zjawić na casting w ich siedzibie. Pisało, że mam być od tego dnia do tego dnia. Akurat przeczytałam tę wiadomość w ostatnim terminie Tego dnia pojechałam z rodzicem do agencji. Musiałam podać taki jeden kod, który pisał w e-mailu. Wypełniłam taką długą umowe (pisało np: czym się interesuję, czego nie zrobiłabym w telewizji, czy występowałam kiedyś w telewizji i wgl) Po czym oddałam ją takiej pani, a ona dała mi taką kartkę. Okazało się, że to był dialog. Miałam go powiedzieć z reżyserem. Tekst był o tym, że dziecko (czyli ja) błaga rodzica o byciu na przyjęciu urodzinowym swojego najlepszego przyjaciela. Miałam wyrazić w tym dialogu wściekłość i smutek. Nie trzeba się go było uczyć na pamięć. W końcu weszłam do takiej sali, a tam zrobili mi zdjęcia z boku, z przodu i wgl. Potem miałam się przedstawić do kamery, a dopiero później miałam mówić dialog. I mówiłam. Reżyserka była niesamowita! Gdy powiedziała pierwsze zdanie (bo ona mówiła pierwsza) to myślałam, że to mówi do mnie, po chwili zrozumiałam, że to dialog, więc odpowiedziałam i ona znów powiedziała kolejne zdanie, a ja myślałam po raz kolejny, że mówi to do mnie! Kiedy skończyliśmy rażyserka i fotograf powiedzieli "dobrze". Od tego czasu minęło 17 dni. Może zadzwonią?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz